Ścieżki kariery zawodowej można przyporządkować do jednego z dwóch podstawowych typów: to specjalizacja albo coś, co Emilie Wapnick w swoim znakomitym wystąpieniu na TED „Why some of us don’t have one true calling“ nazywa multipotencjalnością, czyli dostęp do wielu różnych zainteresowań i pasji. O ile ci z pierwszej grupy, czyli specjaliści, mają zazwyczaj stosunkowo sprecyzowany profil zawodowy, o tyle ci drudzy często borykają się z poczuciem, że coś jest z nimi nie tak. Bo jak może być dobrze, skoro szybko nudzą się nowo zdobytymi umiejętnościami, często zmieniają zainteresowania i cały czas pozostają bez odpowiedzi na pytanie „kim chcesz być w przyszłości?”. To pytanie-zmora dla wielu z nas, bo nie dość, że męczono nas nim już w dzieciństwie, to na dodatek oczekiwano tylko jednej konkretnej odpowiedzi. Można było być naukowcem, strażakiem, informatykiem – ok. Ale już i psychologiem, i architektem? Niemożliwe, to się nie mieści w „standardowej głowie”.

A tymczasem jedne umiejętności wspierają drugie, a  rynek pracy jest w stanie pomieścić zarówno specjalistów, jak i ludzi renesansu. Zanim jednak określimy, który rodzaj kariery zawodowej jest nam bliższy, warto poobserwować samego siebie. Niestety dość wcześnie, bo już praktycznie na etapie końca gimnazjum, jesteśmy zmuszani do podejmowania decyzji kluczowych dla naszego dalszego życia zawodowego. Często ulegamy modom, presji grupy rówieśniczej (bardzo zresztą ważnej na tym etapie rozwoju) albo też aktualnym zainteresowaniom, które jak wiadomo bywają zmienne. Kluczem do sukcesu jest uważne przyjrzenie się sobie – jacy jesteśmy jako my? Czy chętniej pracujemy w grupie, czy indywidualnie? Czy bardziej lubimy wykorzystywać i doskonalić posiadane umiejętności, a może łatwo się nimi nudzimy i chętnie podejmujemy się nowych wyzwań? Dobrze zapytać siebie, czy bardziej przemawiają do nas realizm i zdrowy rozsądek, czy raczej stawiamy na wyobraźnię i innowację? Pytań jest naprawdę wiele. Analizując odpowiedzi, warto skorzystać z pomocy wyspecjalizowanego coacha kariery bądź doradcy zawodowego, który pomoże nam działać w oparciu o nasze naturalne talenty i predyspozycje, a nie to, czego jesteśmy się w stanie wyuczyć. Bo jeżeli jesteśmy stosunkowo inteligentni, to zazwyczaj jesteśmy wyuczalni wielu rzeczy – nie o to jednak chodzi. Cytując P. Tiegera: „prawo- lub leworęczność to dobra ilustracja wykorzystywania swoich naturalnych zalet w pracy. Używanie wybranej ręki jest wygodne i pewne. Gdy ktoś musi używać drugiej ręki, bez wątpienia może się tego nauczyć – lecz nigdy nie będzie robił tego z równą swobodą, a ukończone dzieło nie będzie tak samo dobre”. Warto zatem najpierw gruntownie poznać samego siebie, aby nasze naturalne predyspozycje wspierały nas w kształtowaniu dalszej kariery zawodowej.

A skoro dojdziemy już do wniosku, że więcej w nas cech multipotencjalisty niż specjalisty, to wiedzmy, że i dla takich jest miejsce w świecie zawodowym. Według Emilie Wapnick dobre zespoły składają się ze specjalistów i multipotencjalnych. Ci ostatni widzą szerzej, niejako „z lotu ptaka”, umieją łączyć różne dziedziny, dobrze sprawdzają się we wdrażaniu zmian i wymyślaniu kreatywnych rozwiązań. Przykład z górnego C to oczywiście Steve Jobs, który znalazł część wspólną pomiędzy kaligrafią, estetyką a programowaniem, a efektem jego działań stał się kultowy Macintosh. To właśnie kreatywność – rozumiana jako synteza pomysłów, łączenie różnych elementów wynikające z działania na styku wielu obszarów – jest wymieniana przez Emilie Wapnick jako jedna z głównych przewag konkurencyjnych multipotencjalnych. Kolejne to szybkie uczenie się i elastyczność, obie wysoko cenione przez pracodawców na polskim i międzynarodowym rynku pracy.

Biorąc pod uwagę fakt, że statystyczny Amerykanin zmienia zawód aż 5 razy, można by założyć, że w Polsce ten proces wygląda podobnie. Tymczasem około 40% Polaków nigdy nie zmieniło branży, w której pracują (za serwisem praca.wp.pl), ale co ciekawe prawie 1/3 z nas przekwalifikowała się co najmniej 3 razy w ciągu swojej kariery zawodowej. Być może prawda jest więc taka, że każda kolejna zmiana budzi mniej lęku i pokazuje, że nie musimy tkwić w tym, czego nie lubimy, do końca swoich dni. Zachęcam do dania sobie na to przyzwolenia i przemyślenia słów Joe Vitale’a: „Zapytaj siebie, co robiłbyś nawet, gdyby nikt Ci za to nigdy nie miał zapłacić. To wskazówka, która pokaże Ci, czym powinieneś się zajmować, oczywiście wciąż szukając sposobu na zarobienie na tym”. Warto przy tym pamiętać, że możemy zmieniać, że nie zawsze jest coś takiego, jak jedno prawdziwe powołanie, że mamy prawo interesować się różnymi rzeczami i łączyć je. Wiele podręczników doradztwa zawodowego mówi o tym, że dobrze jest mieć niejako „w zapasie” drugi zawód. Zatem do dzieła! Nie każdy musi być specjalistą.