Pytanie, jakie zawody będą cieszyć się popytem w przyszłości, należy do grupy pytań, które niemal ze 100% prawdopodobieństwem, zostanie mi zadane przez każdego mojego klienta będącego w procesie coachingu kariery. Jedynym sposobem na udzielenie odpowiedzi jest uważna obserwacja tendencji widocznych w społeczeństwie, a do nich należy: starzenie się społeczeństwa, bogacenie się, tak, tak, dobrze czytacie, i postępująca informatyzacja.

Zajmijmy się pierwszym z nich – starzeniem się. Współczynnik dzietności w Polsce wynosi niespełna 1,3 i jest o ok. 0,85 pkt niższy od poziomu optymalnego. Trend ten pociąga za sobą szereg konsekwencji. Z całą pewnością można przewidzieć, że będzie systematycznie rosło zapotrzebowanie na zawody związane z opieką medyczną nad ludźmi w wieku 65+. Pracę znajdą m.in. lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, fizjoterapeuci, dietetycy wyspecjalizowani w opiece nad starszymi ludźmi.

Adekwatnie zmaleje popyt na zawody związane chociażby z opieką okołoporodową czy edukacją-  trend ten widać już dzisiaj w masowych zwolnieniach, jakie dotknęły w Polsce nauczycieli. W zeszłym roku straciło pracę ponad 7 tysięcy z nich, w tym roku podzieli ich los kolejne kilka. Według szacunków Ministerstwa Edukacji tylko znikomy procent tych, którzy zostali bez pracy, znajdzie ją w przedszkolach i świetlicach. Reszta zmuszona będzie się przekwalifikować albo inaczej spojrzeć na swoje wykształcenie i uzupełnić je przykładowo o studia podyplomowe czy kursy przygotowujące do nauki osób dorosłych. Tych ostatnich, chcących poszerzać swoją wiedzę, nie tylko na uniwersytetach trzeciego wieku, ale w ramach chociażby rozwoju zawodowego czy szeroko pojętego rozwoju osobistego, systematycznie przybywa. Niestety z tego co mi wiadomo, próba utworzenia kierunku pedagogiki dorosłych, zwanej inaczej andragogiką, na jednej z renomowanych warszawskich uczelni zakończyła się fiaskiem paradoksalnie właśnie ze względu na brak chętnych. Tym, którzy zainteresowani są poszerzeniem wiedzy w zakresie wyzwań związanych z edukacją seniorów, polecam wykład Prof. Homplewicza dostępny na stronie www.utwstrzelin.pl pt. “Gerontologia wezwaniem dla pedagogiki XXI wieku”.

Kolejnym ważnym trendem społecznym, niezależnie od tego, czy chcemy w to wierzyć, czy nie, a przede wszystkim, czy odczuwamy to na własnej skórze, czy nie, jest bogacenie się, widoczne chociażby w systematycznym wzroście majątku przeciętnego Polaka aż o 3,2 razy w porównaniu z poprzednią dekadą. Oznacza to, że coraz więcej środków jest i będzie inwestowanych w badania naukowe (chociażby leków mających na celu podtrzymanie w dobrej kondycji starszych członków populacji), w finanse oraz w nowe technologie, w tym wg. portalu praca.wp.pl nanotechnologię, biomedycynę i robotykę. Opis ten znajduje swoje odzwierciedlenie w słowach prof. Makowskiego z SGH, według którego do najbardziej przyszłościowych kierunków studiów należą nauki matematyczno- przyrodnicze, a ich absolwenci będą już na ostatnich latach studiów werbowani do pracy w laboratoriach naukowo- badawczych. Chemicy znajdą ponadto z łatwością zatrudnienie we wszelkiego rodzaju firmach posiadających własną produkcję. Zdaniem Money US News określając zawody przyszłości należy trzymać się daleko od branż, które znikają z rynku. Stwierdzenie to uzupełniłabym jednak o informację, iż część zawodów zapomnianych przeżywa obecnie swój renesans, a to właśnie ze względu na fakt bogacenia się społeczeństwa jako całości.

Kiedy te podstawowe potrzeby są zaspokojone, powstają nowe. Chcemy kształcić dzieci na jak najwyższym poziomie, chcemy wyróżniać się z tłumu, nie nosić rzeczy z sieciówek, a mieć coś niepowtarzalnego we własnej szafie, chcemy jak najbardziej efektywnie wykorzystać wolny czas, bo raz że cierpimy na chroniczny jego niedostatek, a dwa że efektywność to słowo klucz i zwyczajnie się polenić nie wypada. Do łask wracają więc guwernantki, zawód o którym dawno już nikt chyba nie słyszał, artyści rzemieślnicy, krawcowe szyjące ubrania na zamówienie, kucharze, cukiernicy i wiele innych. Zwiększać ma się też liczba miejsc pracy dla terapeutów i weterynarzy. Zestawienie dość ciekawe, ale przewrotnie logiczne. Odwrotną stroną bogacenia się i rozwoju nowych form komunikacji jest przecież zubożenie prawdziwych więzi międzyludzkich, i tu rzekłabym złośliwie – można się wygadać i zostać wysłuchanym z uwagą jedynie przez terapeutę albo psa. Dzieci mało, a współmałżonek, o ile takowy jest, podobnie zaabsorbowany pracą jak my. Zwierzak natomiast czeka, a statystyczny jego właściciel coraz lepiej o niego dba. Mówiąc o zawodzie terapeuty mam na myśli szereg zawodów okołoterapeutycznych: coachów, wszelkiej maści doradców, trenerów etc.

Pięknie w ten akapit wkomponowuje się informacja, którą wyczytałam w lutowym wydaniu sobotnio-niedzielnych “Wysokich Obcasów” – w Ameryce można wynająć coacha, który wspiera w pozbywaniu się nadmiaru rzeczy. I ostatni już z wymienionych trendów ? informatyzacja społeczeństwa. Nie dziwne więc, że niesłabnącą popularnością będzie się cieszył zawód programisty, administratora sieci czy webmastera. Olbrzymi szum informacyjny sprzyja z kolei rosnącemu zapotrzebowaniu na specjalistów od baz danych i obsługi przepływu informacji w internecie. Tutaj też na styku nowych technologii i popularnych obecnie zawodów będą się tworzyć nowe – chociażby marketingowcy znający formy reklamy w necie czy pr-owcy umiejący stworzyć wirtualną społeczność wokół nowej marki. Cały czas są i będą potrzebni ekonomiści i finansowcy – absolwenci prestiżowej warszawskiej SGH oraz Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu są wg. Sedlak&Sedlak wciąż najlepiej opłacani na rynku pracy. Dołącza do nich grupa matematyków, szczególnie tych po prestiżowych uczelniach, którzy poszukiwani są przez banki i instytucje finansowe. Prof Sztandar-Sztanderska uważa, że popyt na analityków i doradców finansowych bierze się z faktu, że Polacy stają się coraz bardziej świadomi możliwości zarządzania własnymi pieniędzmi, a ulokowanie pieniędzy w większości na nierentownych lokatach przestaje im wystarczać do szczęścia. Z badań European Centre for the Development of Vacational Training, zwanej potocznie Cedefop, wynika, iż do roku 2020 najwięcej stanowisk powstanie w sektorze usług dla biznesu, ochronie zdrowia, pomocy społecznej, usługach osobistych, cateringu i hotelarstwie, z kolei najwięcej miejsc pracy stracą osoby zatrudnione w rolnictwie.

Do grupy zawodów, które zawsze były, są i będą, zaliczyć można z pewnością wszystkie związane ze sprzedażą i okołosprzedażowe, z tą tylko uwagą, że sprzedaż będzie ewaluować i powoli przestanie przypominać tę formę, z jaką obecnie się spotykamy. Na sam koniec polecam utrzymane w konwencji futurystycznej wystąpienie znanego amerykańskiego ekonomisty, Andrew Mcaffe, na konferencji TED pt. “What will future jobs look like”. Mcaffe podkreśla w nim, że nastał nieznany dotąd czas maszyn, które potrafią widzieć, słyszeć, rozumieć, pytać, odpowiadać, rozmawiać, pisać i które cały czas nabierają nowych umiejętności. Chatboty wykorzystywane są w Polsce m.in przez ZUS. Monika przestawiając się jako wirtualny doradca, rozmawia z klientami o zaświadczeniach lekarskich i obowiązkach płatnika składek. Mcaffe prognozuje, że w niedalekiej wcale przyszłości nastąpi czas androidów wykonujących większość czynności w zastępstwie za ludzi. W nowej erze, którą Mcaffe określa jako New Machine Age, pracujące społeczeństwo będzie się składać z twórców, odkrywców, innowatorów, artystów, czyli osób wykonujących zawody niemożliwe do zastąpienia przez sztuczną inteligencję.

Największymi możliwościami pracy będą się cieszyć zatem inżynierowie ze zmysłem wizjonerskim, czyli zgodnie z teorią Hollanda – typ badawczo-artystyczny. Takim idealnym przykładem jest tu jak Steve Jobs-).