Badania pokazują, że w naszym kraju około 8 mln Polaków zmaga się z różnego rodzaju zaburzeniami psychicznymi. Około 15% cierpi na depresję, niewiele mniej na zaburzenia lękowe. Wg. prognoz WHO za kilkanaście lat depresja ma być najpowszechniejszą chorobą społeczeństw wysokorozwiniętych.
Wśród podstawowych metod terapeutycznych, zarówno w przypadku depresji jak i zaburzeń lękowych, wymienia się psychoterapię. Nie jest ona magiczną pigułką, której połknięcie poprawi nam na krótką chwilę nastrój, ale nie zajmie się najważniejszym, czyli rozprawieniem się z przyczynami złego samopoczucia. Psychoterapia jest formą pracy nad sobą, która jak każda praca, wymaga czasu i wysiłku, daje „w nagrodę” jednak wysoki współczynnik skuteczności leczenia, który nie maleje nawet po jej zakończeniu.
Psychoterapeuta przede wszystkim uważnie słucha, zadaje pytania, pomaga nazywać i interpretuje. Nie udziela natomiast dobrych rad, tych zresztą mamy pod dostatkiem na co dzień. Jakby to było takie proste, że sama wiedza przyczynia się do tego, że będziemy szczęśliwsi, to każdy z nas by był. Bo kto niby nie wie, że trzeba jeść regularnie 5 niewielkich posiłków z dużą ilością warzyw i owoców? Wie prawie każdy, niewiele osób natomiast tak robi. Przyczyna tkwi zatem znacznie głębiej. Zajadamy się, bo czujemy pustkę, jesteśmy zestresowani, bo zostawił nas partner, bo jeszcze kilka innych powodów. I to nimi trzeba się pierwotnie zająć, aby potem móc te 5 razy dziennie jeść. Temu właśnie służy psychoterapia. Zobaczeniu siebie w świetle swojej rodziny, przeżyciu zamrożonych emocji, połączeniu przyczyn i skutków, ponazywaniu i o ile to możliwe, porozwiązywaniu konfliktów wewnętrznych oraz przejęciu odpowiedzialności za swoje życie. Dopiero wtedy jest możliwe wzmocnienie wewnętrznej siły i poczucia wartości.
O korzyściach z terapii pisze John Cleese, w książce „Żyć w rodzinie i przetrwać”, której jest współautorem.
„Dzisiaj, gdy upłynęło ponad pięć lat od zakończenia terapii, mogę powiedzieć bez żadnych zastrzeżeń, że to, czego nauczyłem się w grupie, ogromnie mi pomogło. Od tego czasu jestem znacznie bardziej zadowolony z życia. Doświadczenia grupowe uwolniły mnie oczywiście od wszelkich dolegliwości fizycznych, jakie mi doskwierały, a także wydatnie zmniejszyły napięcie psychiczne. Myślę, że dzięki grupie potrafię lepiej niż przedtem wczuwać się w innych ludzi i czasami chyba nawet skuteczniej niż dawniej pomagać przyjaciołom. Terapia dała mi dużo również w sprawach zawodowych, umożliwiając lepszy wgląd w postaci kreowane przeze mnie na scenie. Dzięki niej mój umysł stał się znacznie bardziej otwarty i zacząłem całkiem inaczej patrzeć na zachowania ludzi w sferze społecznej i politycznej, co – jak mi się wydaje – nadało sens sprawom, których poprzednio w ogóle nie mogłem zrozumieć. Lecz za największą korzyść, najważniejszą rzecz, dzięki której odzyskałem radość życia, uważam to, że wszystkie problemy przeżywam teraz znacznie łagodniej i łatwiej sobie z nimi radzę. Jest nieomalże tak, jakby to był jedynie nikły ślad ich poprzedników, bowiem metody, jakich nauczyłem się w grupie, pozwalają mi – skoro już jakiś problem powstanie – rozwiązać go o wiele prościej i skuteczniej.“