Spora część pacjentów zgłasza się do psychoterapeuty wtedy, kiedy traci w swoim subiektywnym mniemaniu poczucie kontroli nad własnym życiem. Staje się ono podporządkowane objawom – lękowym, fobicznym, kompulsyjnym czy depresyjnym. Wyobraźmy sobie sytuację, w której pacjent – nie widząc powiązania z tym, co się dzieje w jego życiu – podczas porannej jazdy do pracy kolejką podmiejską dostaje objawów, przypominających zawał serca. Serce bije mu bardzo szybko, ręce się trzęsą, cały się poci. Co najczęściej wtedy robi? Wysiada z kolejki i umawia się na wizytę lekarską (o ile wcześniej nie trafił karetką do szpitala, bo zdarza się i tak). Seria badań kontrolnych niczego nie wykazuje.

Objawy najczęściej się powtarzają. Ponieważ nie lubimy tracić kontroli, nie poddajemy się atakom paniki, próbując je kontrolować zazwyczaj poprzez przerwanie, czyli podjęcie różnego rodzaju zachowań zabezpieczających. W tym konkretnym przypadku niech to będzie opuszczenie kolejki na najbliższej stacji albo zmiana środka transportu. Przesiadamy się więc na samochód, prosimy sąsiada o podrzucenie do pracy, czy też w końcu rezygnujemy z pracy albo zmieniamy jej lokalizację na taką, która jest w pobliżu naszego miejsca zamieszkania. To jednak odbiera nam cenne doświadczenie, że nasze katastroficzne myśli, które towarzyszą często atakowi paniki („zaraz umrę”, „mam zawał”, „upadnę i nikt mi nawet nie pomoże”) nie potwierdzą się. Lęk bowiem, jak każda emocja, ma naturę fali: rośnie, osiąga swoje maksimum i opada. A to, co tej fali szkodzi, mimo że daje chwilową ulgę, to próba zrobienia z nią czegoś – w tym konkretnym przypadku wyjście z kolejki podmiejskiej. Taki ruch zaowocuje tylko jednym – wzmocnieniem objawu – i będzie prowadził do unikania zagrażających w naszym poczuciu sytuacji, paraliżując tym samym przed podjęciem działania i zmianą. Stare porzekadło mówi, że lęk jest kiepskim doradcą. Podejmując decyzje pod jego wpływem, warto o tym pamiętać.

Istotne jest jednak, że objawy lękowe – tak samo jak każde inne – nie biorą się z niczego. Nigdy nie pojawiają się w oderwaniu od nas – sytuacja, w której mamy wysokie poczucie własnej wartości i sprawstwa, życie daje nam frajdę, a nagle, nie wiadomo dlaczego, pojawia się lęk, raczej nie występuje w prawdziwym życiu. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, objawy nerwicowe – których pacjenci mają przeważnie serdecznie dość – pełnią w ich życiu rolę ochronną i kompromisową. Są uzewnętrznieniem konfliktu wywołanego przez obecną sytuację w życiu pacjenta i zazwyczaj wiążą się także z czymś, co wydarzyło się w jego przeszłości.

Objawy mogą występować na trzech płaszczyznach:

• emocjonalnej – rozumianej jako napięcie, lęk, fobie, trudności z koncentracją;

• somatycznej – przejawiającej się m.in. bólami i zawrotami głowy, przyspieszonym biciem serca, napięciem mięśni, mrowieniem, drętwieniem, bólem brzucha, bólem w klatce piersiowej, zasłabnięciami i omdleniami;

• behawioralnej – pod postacią m.in. zahamowań w relacjach międzyludzkich, zachowań niedojrzałych, natręctw, unikania i innych.

Psychoterapeuta psychodynamiczny w pierwszej kolejności bada, jaka zmiana (bądź zapowiedź jakiej zmiany) spowodowała załamanie nerwicowe, a następnie szuka w historii pacjenta podobnych psychologicznie doświadczeń. Prowadzi to do głębokiego zrozumienia problemów, z jakimi zgłosił się pacjent, przynosi złagodzenie objawów i przede wszystkim poprawia jakość codziennego funkcjonowania na wielu płaszczyznach życia. Celem psychoterapii jest bowiem nie tylko zmiana zachowań (w tym – zniesienie objawów), ale przede wszystkim trwała zmiana w ramach struktur osobowości. Zupełnie inni nie będziemy – nie miałoby to zresztą żadnego sensu – dzięki psychoterapii możemy jednak stać się bardziej prawdziwi, zaakceptować swoje słabości i czerpać więcej przyjemności z życia.

Polecana literatura:

Nancy McWillams: “Opracowanie przypadku w psychoanalizie”
Glen Gabbard: “Długoterminowa psychoterapia psychodynamiczna”