Mindfulness jest sztuką świadomego życia. Polega na obserwacji nie tylko tego, co się dzieje z naszym umysłem, ale i tego co się dzieje z naszym ciałem.

Według dr Kristin Neff  mindfulness jest widzeniem rzeczy takimi, jakimi są. Ani większymi, ani mniejszymi. Mindfulness przejawia się zbalansowanym stosunkiem do negatywnych emocji, tak aby uczucia nie były ani tłumione, ani nie wyolbrzymiane. Oznacza to, że musimy zrezygnować z tego, co zazwyczaj nawykowo robimy popełniwszy jakiś błąd i zamiast tkwić w w żalu, wstydzie albo niekończącej się samokrytyce, przyjąć postawę spotrzegawczego i trafnie wyciągającego wnioski obserwatora.

Bycie w „tu i teraz“ jest tematem opisywanym wielokrotnie we wszelakich możliwych poradnikach, więc zamiast się powtarzać, proponuję wziąć na warsztat konkretny przykład: ZAWALILIŚMY JAKĄŚ WAŻNĄ SPRAWĘ W PRACY, CO ROBIMY W TEJ SYTUACJI? Albo się zamęczamy pytaniami: jak mogliśmy czegoś tam nie dopilnować? Dlaczego wcześniej się nie przygotowaliśmy do tego spotkania/ prezentacji? Wszystko to dotyczy przeszłości. Jak już to przewałkujemy w głowie, zaczynamy od drugiego końca – i co teraz będzie? Czy zwolnią nas z pracy? Jakie poniesiemy konsekwencje? Niezmiernie rzadko osadzamy nasze pytania, nie w przeszłości, nie w przyszłości, ale w teraźniejszości. Takie pytanie przewodnie to: JAK JEST NA TERAZ? Na teraz może być tak, że jest piękny dzień, za oknem świeci słońce, a szef dał nam upomnienie, abyśmy następnym razem bardziej się postarali. Taką praktyką na bycie obecnym w własnym życiu, jest możliwie częste zadawanie sobie pytania: CO DZIEJE SIĘ W TYM MOMENCIE?

To o obecności we własnym życiu, a co o obecności w życiu innych?

Podświadomie gdzieś wyczuwamy, że NAJWIĘKSZYM DAREM, JAKI MOŻEMY DAĆ DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI, JEST UWAŻNA OBECNOŚĆ. Oznacza to – bycie dla tej konkretnej osoby, w konkretnym momencie, na 100%. Nie błądzenie myślami, nie rozmawianie, a w międzyczasie prowadzenie samochodu, odpisywanie na maile, czy przeglądanie facebooka, ale pełna koncentracja i powstrzymywanie się od ocen oraz osądów własnych. Po prostu słuchanie i słyszenie. Bardzo trudna sztuka, której nigdzie nas nie uczą, a już najmniej w szkole. Tymczasem chociażby „człowiek biznesu niecałą godzinę dziennie poświęca na czytanie, dwie godziny na rozmowę i kilka na słuchanie“*.

Amerykański psychoterapeuta M. Scott Peck w swojej bestsellerowej książce „Droga rzadziej wędrowana“ podaje 5 poziomów słuchania na przykładzie słuchania dzieci:

1. zabronić dziecku mówić zgodnie z zasadą „dzieci i ryby głosu nie mają”;

2. pozwalać dziecku mówić, lecz go nie słuchać;

3. udawać, że się słucha, od czasu do czasu wtrącając „acha”, a w rzeczywistości zajmować się czymś innym – czy to w myślach, czy w rzeczywistości;

4. słuchać selektywnie – czyli próbować oddzielić ziarno od plew – natomiast tutaj pojawia się przeszkoda w postaci zdolności ludzkiego umysłu do filtrowania docierających doń informacji – tak część plew zostaje, a część ziaren ginie;

5. słuchać dziecka poświęcając mu całą uwagę, przywiązując znaczenie do każdego wypowiedzianego słowa i zdania. To jest słuchanie, które Joseph O’Connor określa mianem słuchania, nie tylko tego, co ktoś mówi, ale usłyszenia tego, o czym ktoś nie chce powiedzieć („listening what is there and what is not there“). To drugie bywa czasem dużo bardziej użyteczne, dające większy wgląd niż to, co wypowiedziane wprost.

Jak nie trudno się domyślić, ten ostatni sposób słuchania jest trudny do utrzymania przez cały czas, wymagający bowiem włożenia dużego wysiłku psychicznego i fizycznego, a czasem też po prostu zupełnie niekonieczny (ktoś się chce wygadać, wyładować, lubi dużo mówić i nie wymaga naszego zaangażowania). Natomiast jest to jedyna metoda dla tych, którzy chcą mieć wpływ na innych, przekonać ich, lub sprzedać im jakiś pomysł. SŁUCHANIE Z POZIOMU 5 JEST PODSTAWOWĄ METODĄ WYWIERANIA WPŁYWU. A wielu postępuje dokładnie odwrotnie – im bardziej im na tym zależy, tym więcej mówią niż słuchają. W ten sposób odcinają się od unikalnej możliwości uzyskania informacji, na czym potencjalnemu kupcowi najbardziej zależy.

Jeżeli doceniamy znaczenie uważności w naszym życiu, to potrzebujemy również zadbać o przestrzeń na to, aby móc ją dać w kontakcie innym i sobie. Ostatnio uczestniczyłam w International Coaching Summit, gdzie jednym z prelegentów był założyciel ICC, Joseph O’Connor, przedstawiający ideę Mindfulness. Ponieważ wykład skierowany był do coachów, pierwsze pytanie, jakie padło ze strony Josepha dotyczyło praktyk przygotowywania się do sesji z klientem – co robimy jako coachowie przed sesją i po niej, aby z jednej strony przez te 1,5-2 h być w pełni obecnymi i uważnymi dla klienta, a z drugiej móc po sesji zastanowić się nad jej przebiegiem, a następnie domknąć ją w sobie. Domknąć w znaczeniu – nie myśleć bezustannie o problemie, z którym zgłosił się klient, bo to nie doprowadzi nas z pewnością do znalezienia najlepszego możliwego rozwiązania, ale oczyścić umysł, tym samym pozwalając sobie na zaistnienie efektu Zeigarnik. Innymi słowy dać sobie czas i przestrzeń, aby rozwiązanie przyszło do nas w najbardziej nieoczekiwanym momencie, a nie na żądanie, akurat wtedy, kiedy byśmy sobie tego życzyli. I wtedy może być ono nie tylko najbardziej zaskakujące, nieszablonowe, ale przede wszystkim trafne i pomocne.

To samo pytanie – jak się przygotować do spotkania/ sesji/ narady/ posiedzenia – można by odnieść do wszystkich stanowisk mających bezpośredni kontakt z klientem. Ważne jest tutaj, aby wypracować swój własny sposób – jedni patrzą w dal przez okno, inni stosują techniki relaksacji bądź medytacji, inni od razu po skończonym spotkaniu robią notatki, aby z jednej strony nic nie umknęło ich uwadze, a z drugiej – aby symbolicznie domknąć temat.

Takie skupienie na tu i teraz w biznesie naprawdę popłaca.W artykule pt. „Kiedy (i dlaczego) przestać robić kilka rzeczy na raz?“ opublikowanym na www.hbrp.pl  P. Bregman powołuje się na badania, które wykazały, że IQ LUDZI ROZPRASZANYCH PRZEZ PRZYCHODZĄCE MAILE I DZWONIĄCE TELEFONY OBNIŻA SIĘ O 10 PUNKTÓW, CZYLI O TYLE SAMO CO W PRZYPADKU NIEPRZESPANEJ NOCY.

Skąd więc taki pomysł, żeby robić 5 rzeczy jednocześnie? Zapewne wpisuje się to w przekonanie, że w ten oto sposób pracujemy szybciej i efektywniej. Jest jednak zupełnie odwrotnie. Bregman przytacza badania potwierdzające, że taki rodzaj pracy obniża produktywność o 40%, a przy tym znacząco zwiększa poziom stresu.

Na sam koniec jedna uwaga – nawet najbardziej wytrwałym trudno jest być skoncentrowanym dłużej niż 45 minut – po takim czasie dobrze jest zrobić sobie krótką przerwę. Klienci czasem pytają, co robić z myślami, które nieustannie wpadają do głowy – piszę raport dla prezesa, a przypominam sobie, że na jutro trzeba kupić strój na bal przebierańców do przedszkola – co wtedy? Wtedy notujemy sobie kartkę z tą informacją i mówimy sobie: ok, teraz robię to i to, a tą sprawą zajmę się za 2 godziny, wieczorem albo w innym zdefiniowanym przez nas okresie (dobrze by było, aby był on zdefiniowany możliwie konkretnie, a nie na zasadzie później).

Czym zatem jest mindfulness?

„Mindfulness is paying attention in the moment, on purpose, without jugment, as if your life depended on it.“

Jon Kabbat-Zinn

 

Polecam linki:

http://www.self-compassion.org/

http://www.hbrp.pl/news.php?id=78&t=kiedy-i-dlaczego-przestac-robic-kilka-rzeczy-na-raz

M. Scott Peck „Droga rzadziej wędrowana“