Aby ocenić, czy naprawdę zależy nam na zmianie, musimy się zastanowić, ile jesteśmy w stanie za nią zapłacić. Według badań, na które powołuje się prof. Ohme, aż 95% ludzi nie ma nic przeciwko temu, aby faktycznie coś zmienić, ale w rzeczywistości robi to tylko 5%. Wynika to z prostego faktu.

Każda zmiana wymaga wyjścia poza strefę komfortu, w której wszystko jest znajome, dając tym samym złudne poczucie kontroli nad sytuacją. Wiemy już zatem doskonale, co tracimy, a nie mamy jeszcze żadnej pewności, co dzięki zmianie możemy zyskać. Koszty przeprowadzenia zmiany wynikają z przełamania oporu psychologicznego, biologicznego oraz uwarunkowań społecznych. Przyjrzyjmy się po kolei każdemu z tych czynników. Zmiana może oznaczać finalnie zysk albo stratę. Zawsze związana jest z ryzykiem, stąd wielu z nas nieświadomie postępuje według schematu “lepsze znane piekło od nieznanego nieba”.

No tak, przynajmniej wiemy, co nas czeka. I często bywa tak, że do dokonania zmiany w naszym życiu motywuje nas sytuacja, którą postrzegamy jako beznadziejną, bez wyjścia, bo dopóki jest jakoś, może nie najlepiej, może nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli, to zazwyczaj tkwimy w tym znajdując różne racjonalne uzasadnienia. “Chwal szefa swego, możesz mieć gorszego”. Tak, możesz, to prawda, ale lepszego również. Każda zmiana stwarza dla nas możliwość wzbogacenia życia o nowe szanse, możliwości, odkrycia i to nie tylko w sobie, ale też w relacjach z innymi i w świecie dookoła. Zasada jest jednak taka, że im więcej mamy do stracenia, tym trudniej nam zmienić, a energię koncentrujemy na utrzymaniu status quo. Ale zmiana i tak, bez względu to, czy jej chcemy w naszym życiu czy nie, jest. Można ją wypierać, można ją zwalczać, można się jej biernie poddać, ale można ją też przekuć tak, by pracowała na naszą korzyść. Wszystkie zmiany warto wprowadzać dbając o komfort energetyczny organizmu. Zmiana wymaga dużej ilości energii, mózg pobiera dodatkową porcję glukozy, stąd jeżeli ktoś się zmaga z chorobą, ma niestabliną sytuację życiową, wprowadza już jakieś inne zmiany, to warto zastanowić się, czy da radę unieść dodatkowe obciążenie.

To samo pytanie pojawia się w przypadku pokusy często spotykającej tych, którzy zaczynają zmieniać i czują przedsmak nowej energii – chcą zmienić wszystko na raz: pracę, miejsce zamieszkania, stan cywilny. To zazwyczaj nie jest najlepszy pomysł; ktoś kto nadużywa alkoholu, niech najpierw ogarnie ten temat, a potem zajmie się zmianą pracy. Wprowadzając zmiany w stylu życia: dieta, codzienne ćwiczenia, pamiętajmy, że nasz organizm może strajkować- łatwo jest zacząć coś robić, ale wytrwać w tym, na stałe włączając do swojego życia, bywa często o wiele trudniejszym zadaniem. Z tego powodu zazwyczaj postanowienia noworoczne biorą w łeb. W odsiecz przychodzi tu filozofia kaizen, czyli małych kroków. Zaczyna się od zdefiniowania bardzo konkretnego celu: zamiast “ograniczyć jedzenie” znaleźć odpowiedź na pytanie: jaki jeden niewielki krok może pomóc ci w schudnięciu? Niewielki, znaczy niewielki – przez 2 pierwsze tygodnie jeść o jeden kawałek czekolady mniej. I jeszcze jedna rzecz. Jeżeli zmieniamy swoje zachowania na takie, które mogą się światu nie podobać, bo zawsze robiliśmy coś za kolegów z pracy, a teraz chcemy postawić granice i nauczyć się odmawiać, to musimy się liczyć z negatywną informacją zwrotną. “No jak to, przedtem byłeś taki miły i pomocny, a teraz się jakoś zmieniłeś”. Czytaj, już nie jesteś taki fajny, jak kiedyś. Na całe szczęście.

Pierwszym krokiem do wprowadzenia zmiany jest staranna obserwacja zachowania, które chcemy zmodyfikować. W coachingu krok ten nazywa się ramowaniem problemu, a słowem klucz jest tutaj słowo “konkretnie”: “w jakich konkretnie sytuacjach czujesz, że jesteś wykorzystywany przez współpracowników”?. Z chmury pod tytułem “wszyscy mnie wykorzystują” przechodzimy do faktów – “nie potrafię odmówić zostania po godzinach mojemu szefowi, bo boję się utraty pracy”. Przypatrujemy się schematom, sprawdzamy, w jakich innych sytuacjach powtarza się to zachowanie i co wszystkie one mają ze sobą wspólnego. Dopiero wtedy możemy przejść do definiowania celu, czyli tego, jak chcemy, aby było. Tutaj też uważność na ogólniki: “chcę być lepszą mamą” – lepszą, czyli jaką? Po czym konkretnie poznasz, że jesteś już lepszą mamą? Cel ZAWSZE musi być powiązany z wartościami klienta. Na nich opiera się motywacja wewnętrzna. Bez sprawdzenia wartości łatwo o realizację CUDZYCH marzeń, nie własnych, a o to w dzisiejszym świecie nie trudno. Setki poradników mówią nam jak żyć, reklamy nieustannie przypominają, co jeszcze potrzebujemy kupić, aby być w końcu szczęśliwymi, presja społeczna wskazuje, jaki zawód jest prestiżowy, gdzie warto bywać, z kim się spotykać, gdzie zamieszkać, a gdzie wyjechać na wakacje.

Wprowadzając zmiany dobrze jest nie tylko burzyć, ale budować na tym, co jest dobre. Nowe doświadczenie nie jest zamiast starego, ze starego warto korzystać inaczej, dążąc do tego, aby mogło się ono połączyć się z nowym w lepszą całość. Niedojrzałą formą radzenia sobie z kryzysem jest odrzucanie wszystkiego, co stare i przyjmowanie wszystkiego, co nowe. Nie, my to cały czas my, nie chodzi o to, aby nie być teraz Ewą Kawecką, a stać się Anną Nowacką, tylko o to, by zachować dobrą, wspierającą część nas, a tę ograniczającą obrócić w pracującą na naszą korzyść. I na koniec słowo na niedzielę – wprowadzone zmiany warto wzmacniać – mówić o swoich sukcesach, nagradzać się, ale rzeczami małymi, bo te kosztowne łatwo mogą zabić wewnętrzną motywację. Zmiana potrzebuje czasu ? tym dłuższego, im bardziej głębokie było nasze przyzwyczajenie, a zachowanie zautomatyzowane. Załamania w procesie zmiany są nieuchronne. Zasada zerowej tolerancji jest bardzo zgubna, bo często kończy się to tak, że dziewczyna, która była na diecie 3 tygodnie, któregoś dnia sobie odpuszcza, zjada deser, zamawia dodatkową porcję lodów, stwierdza, że to wszystko nie ma sensu i zaczyna jeść jak dawniej. Porażka zdarza się każdemu, a sukces polega na tym, o ile razy więcej nowe zachowanie występuje versus stare. Kiedyś codziennie pojadałam wieczorem słodycze, w ostatnim miesiącu zdarzyło mi się to 3 razy. Jest zmiana? Jest postęp? Jest. I na tym trzeba się koncentrować. I na tym trzeba budować.